niedziela, 1 listopada 2009

Milion najlepszych polskich komiksów #1.000.000 Łauma


W ramach nadrobienia zaległości czytelniczych (uświadomiłem sobie właśnie, że w kolejce do przeczytania czeka około 3/4 komiksów znajdujących się na mojej półce) spróbuję dać sobie taki mały bodziec, zobowiązując się do skreślenia kilku słów polekturowego komentarza do każdej "obrazkowej" pozycji, którą w natłoku obowiązków - każdy ojciec dzieciom wie o czym piszę - uda mi się przynajmniej przejrzeć. Dodatkowym plusem będzie nobilitacja mojego bloga - oto wreszcie zagoszczą na nim także i dobre komiksy! Choć próżno doszukiwać się tu będzie wydawniczej chronologii, w pierwszym rzucie zapewne znajdzie się kilka emefkowych premier - które z prostej przyczyny jako ostatnie nabytki (prezenty, żeby uściślić) formują wierzchołek mojego stosu do czytania. Bez dłuższych dywagacji, oto pozycja bardzo w klimacie końcówki bieżącego roku - "medialny hit" Karola Kalinowskiego, Łauma.





Łauma to nostalgiczna opowieść o tęsknocie za wartościami, które bohaterowie zagubili w świecie pełnym ogłuszającego hałasu, świecie pędzącym na złamanie karku i wymuszającym dorównywanie mu kroku, gdzie jedyną chwilę na refleksję zapełnia smutek i lęk. Nietrudno zauważyć, że choć w roli głównej bohaterki Kalinowski obsadził małą dziewczynkę, to głos którym każe jej mówić jest głosem pokolenia samego autora - dobiegających trzydziestki, czy wczesnych trzydziestolatków - ludzi młodych, ale już nie niedojrzałych, szukających azylu od tempa i wymogów dorosłości, która zdążyła już ich doświadczyć. Konsekwencją jest niestety fakt, że Dorotka jest narratorem niewiarygodnym i niespójnym. Jej głos i przemyślenia dojrzalszej nastolatki obficie podlane są logiką wypowiedzi siedmiolatki - Kaerelowi nie udało się uniknąć narracyjnej pułapki w warstwie tekstowej - Dorotka nie jest dziesięcioletnią dziewczynką, ale dwudziestosiedmiolatką w przebraniu małej dziewczynki. Co ciekawsze, autor zupełnie nie wierzy w mądrość dziecka, i niezręcznie to "przebranie" infantylizuje - więcej wiary w dzieci, proszę! Dzieci są dużo mądrzejsze, niż się nam czasem wydaje!



Wybawieniem dla mnie-czytelnika jest na szczęście narracja wizualna. Świat, który obserwuję oczami dziewczynki jest przekonywujący - to obrazki, które obserwowała moja dziesięcioletnia wersja, identyczne do tego stopnia, że wydaje się że autor wykradł mi je z moich własnych wspomnień. Te ciemne, niepokojące pomieszczenia gdy byłem sam, ciepłe i bezpieczne gdy byli przy mnie rodzice, zakamarki pod kredensem, czy wyglądające na bezkresne ośnieżone pagórki - uwiarygadniają historię i pozwalają uwierzyć w bohaterkę mimo wspomnianych wcześniej zgrzytów w tekście.

W przypadku tego komiksu najważniejsza jest jednak muzyka. Nie tylko dlatego, że odgrywa tak istotną rolę w (nazwę to tak przewrotnie) iście "beatlesowskim" finale [tak, "beatlesowskim", i nie, to nie muzyczna ignorancja kazała mi dobrać ten akurat przymiotnik]. Łauma nie jest oparta na klasycznej strukturze literackiej - jest jak piosenka, której pierwsze ciche takty zaczynają brzmieć mi w uchu gdy przewracam pierwszą stronę, i płynie mi w tle podczas lektury, poprzez magiczne refreny w świecie ludowych wierzeń, aż do wspomnianego pięknie naiwnego finału. I kończy się cicho, równie szybko jak piosenka, która mi się podoba. Silnie akcentowane muzyczne inspiracje nie pozwalają wierzyć w przypadkowość tej struktury. Trzymam w rękach zapis nutowy w formie komiksu.

Fiu, fiu - a to nam Kalinowski wysmarował komiksik.


galerie świata #1 Kurt Westergaard



w nowym cyklu galerie świata ;) rysunek satyryczny Kurta Westergaarda. muszę przyznać, że żaden z rysunków z tej słynnej już duńskiej serii mnie nie rozbawił, wklejam tu jeden oczywiście z innych powodów.

niedziela, 25 października 2009

gogol - hermeneutyka w rytmie rocka



kolory jeszcze do poprawki w kilku miejscach, bo na szybko na szkicu było wypełniane wiaderkiem ;)

bez dialogów, bo to tylko próbka nowej serii awanturniczej.

środa, 21 października 2009

flupke i gagarin w kongo




flupke i gagarin rewidują obraz afrykańskiego kraju, z którym zapoznali się podczas lektury przygód Tintina w Kongo. tychże:




skan okładki ukradłem z sklep.gildia.pl

poniedziałek, 12 października 2009

flupke i gagarin wizyta u lekarza

ten komiks co prawda znalezc mozna w sieci (na moim koncie digartowym), ale nigdy go nie publikowalem na blogu. tak wygladal gagarin jakies 10 lat przed tym jak zostal najslynniejszym fenomenologiem swiata (no, jednym z dwoch!)



nietrudno zauwazyc, ze pomimo bycia wielka gwiazda komiksu i fenomenologii, gagarin, jak kazdy z nas, ma przyziemne problemy. i to kilkadziesiat lat przed kultura celebrytow! nie waham sie wiec stwierdzic, ze gagarin jest niejako prekursorem gwiazdorstwa w stylu pudelek.pl





glowonuk na digarcie zwrocil uwage na fakt, ze doktor ma z kolei problemy z interpunkcja. chcialem usprawiedliwic pana doktora - nie dosc ze bylo pozno, to jeszcze wszystko to wina autora!

a, i przepraszam za ten post, ale na tej rosyjskiej klawiaturze polskich liter niet!

środa, 7 października 2009

niedziela, 4 października 2009

flupke i gagarin dyskurs na szosie



chociaż echa derridy słychać było już na poprzedniej planszy, w tym epizodzie pierwszy raz możemy zobaczyć jak wygląda. no i jakim samochodem jeździ.

derrida to główny złoczyńca serii. miejmy nadzieję, że nie pomiesza szyków najwybitniejszym fenomenologom świata!

O mnie

zyrafy[at]googlemail.com